Sztuki walki – zajęcia indywidualne z trenerem

 

Trenowanie sztuk walki zapewnia rozwijanie takich cech jak szybkość, kondycja, koordynacja, siła eksplozywna, wytrzymałość, gibkość. Trening dopasowany pod sztuki walki jest treningiem ogólnorozwojowym, kształtującym nie tylko motorykę ciała, ale także pozytywne cechy psychiczne. Wyrabia samodyscyplinę, poprawia samopoczucie i pewność siebie. Liczne badania na grupach ludzi trenujących sztuki walki potwierdzają, że ta forma aktywności fizycznej zwiększa odporność na stres i stany lękowe, zmniejsza podatność na uzależnienia, jest skuteczna w walce z depresją i stanami nerwicowymi, sprzyja poczuciu samoakceptacji i pozwala nabrać dystansu do siebie i problemów dnia codziennego.
 
 

Sztuk walki, jakie mogę zaproponować w swojej ofercie to:

  • boks (osoby początkujące i średniozaawansowane)
  • jeet kune do – koncepcja walki stworzona przez Bruce’a Lee (bez limitów)
  • wing chun kung fu (osoby początkujące)
  • boks tajski/muay thai (osoby początkujące i średnio zaawansowane)
  • samoobrona/kombat (bez limitów)
  • samoobrona dla kobiet (bez limitów)
  • walka z bronią (broń sieczna i obuchowa – szczegóły do uzgodnienia bezpośrednio)

 
 

Jak wyglądała moja historia?

 
 
Moje zamiłowanie do sztuk walki objawiało się już od najmłodszych lat. W wieku 9 lat mama zapisała mnie na karate go soku ryu, gdyż tylko to było w okolicy. Po jakichś trzech latach rozpocząłem równolegle treningi kung fu. Trenowałem bardzo sumiennie, a wiedza prowadzących z zakresu profilaktyki zdrowotnej w tamtych latach była mocno okrojona, co doprowadziło mnie w konsekwencji do poważnej kontuzji kręgosłupa. Do sztuk walki wróciłem dopiero w wieku 17 lat. Ćwiczyłem walkę bronią białą w grupie rekonstruktorskiej, a jednocześnie karate shotokan i wing chun kung fu w kilku sekcjach m.in. Long Tinga i Wong Shun Leunga – sparring partnera Bruce’a Lee. Już wtedy, choć aktor Lee był raczej tematem tabu w grupach tradycyjnego kung fu, bardzo zaintrygowała mnie filozofia walki Bruce’a. Niestety nauka stylu przez niego stworzonego nie była wówczas dostępna na terenie Warszawy. Po jakimś czasie przerzuciłem się na bardzo twarde i przypominające realną walkę karate kyokushin, gdzie trenowałem w sekcjach zawodniczych, a później na boks tajski, który stał się moją prawdziwą pasją.
 
 
 

Moje doświadczenie ze sztukami walki

 
 
W roku 2006 miałem szczęście uczestniczyć w tworzeniu sekcji na terenie Warszawy łódzkiej szkoły jeet kune do. Od tego momentu zarzuciłem treningi wszystkich innych sztuk walki, całkowicie poświęcając się jkd. Jeździłem do wielu miast na treningi i seminaria, starając się poznać w pełni koncepcję mistrza, a co za tym idzie poznać siebie. „Twoje jeet kune do będzie inne niż moje jeet kune do” powtarzał Bruce Lee. Mówił też, by być jak woda, która dopasowuje się do kształtu naczynia, w jakim się znajdzie. To otworzyło mi oczy na rzeczywistą formę walki, to, że każdy mój ruch ma być dopasowany do rodzaju przeciwnika. Ukazało mi to też moje słabości, jak np. luki w przygotowaniu do walki w parterze. Duży wpływ miały na mnie zetknięcia i treningi z takimi osobami, jak Erik Paulson czy Tim Tackett (indywidualny uczeń mistrza Bruce’a, z którym trenowali codziennie u niego w ogródku).
Z racji, że jkd to bardziej filozofia i koncepcja treningu, a nie styl walki, zacząłem trenować inne systemy, które wydały mi się najbardziej skuteczne i których proste elementy można z powodzeniem wykształcić jako odruchy w walce realnej. Lee mawiał „nie obawiam się człowieka, który trenował 10000 kopnięć, obawiam się takiego, który 10000 razy trenował jedno kopnięcie”. W myśl tej zasady skupiałem się na prostocie i okrajaniu z widowiskowych wydumanych elementów.
 

 
Ćwiczyłem filipiński boks panantukan, kali escrime, ju jitsu, krav maga combat, sambo militarne i sportowe, brazylijskie ju jitsu, walkę nożem, pałkami, maczetą. Założyłem nawet tzw. „Fight Club” – grupę, która spotykała się na treningi oparte wyłącznie na sparringach na ulicy. Parę lat później ewaluował on do sekcji mieszanych sztuk walki, prowadzonej w szkole.
Na swoim pierwszym sesshinie w klasztorze zen miałem nawet zaszczyt trenować z tybetańskim dordże lamą mag dzal – zapomnianą już tybetańsko-tajsko-birmijską sztukę walki. Z racji, że mojej drodze towarzyszył zawsze na równi z fizycznym rozwój wewnętrzny, praktykowałem medytację oraz systemy wewnętrzne takie jak qui qong i tai chi quan.
 
Obecnie ograniczam się do prowadzenia treningów ze swoimi podopiecznymi, a dla siebie trenuję MMA w szkole Hunter pod okiem Krzysztofa Węgrowskiego i Mateusza Sińskiego. Zainteresowanych moją ofertą zapraszam do współpracy.

sztuki walki zajęcia indywidualne z trenerem